Jak co roku, mniej więcej o tej samej porze, zalewają nas widoki z polskich Tatr skąpanych w małych, fioletowych kwiatkach. Już kilka lat chodził za mną pomysł wybrania się tam i zobaczenia na własne oczy tych cudowności. Niestety praktycznie zawsze kończyło się to fiaskiem, gdyż przegapiałam okres największego kwitnienia. Tej wiosny stwierdziłam, że muszę kontrolować sytuację i wybrać się właśnie w TEN moment.

Gdzie szukać krokusów?

Najbardziej popularnym miejscem, w którym można znaleźć krokusy jest Dolina Chochołowska. Polana, na której kwitną jest bardzo duża i praktycznie w całości widoczna, dzięki czemu możemy podziwiać całe pola fioletowych kwiatków. Urokliwe domki i góry dookoła dodatkowo budują cudowny klimat. Krokusy otwierają się tam (w zależności od pogody) około dziesiątej i wtedy też najlepiej jest być już na miejscu. Poza tym rośliny kwitną na terenie całego parku, jednak nie w ilościach, które robią aż takie wrażenie.

Krokus rosnący na polanie Chochołowskiej.

Skąd wiedzieć, że TO już?

W każdym roku okres kwitnienia przypada na inny czas. Wszystko zależy od tego, jak szybko nadejdzie wiosna. Najlepiej sprawdzać aktualne warunki, jakie panują na Polanie Chochołowskiej na fanpage’u Schroniska PTTK.

Wejście na szlak – parking, czas i długość trasy

Najłatwiej dostać się tam z Siwej Polany, na którą dojeżdżają busy z Zakopanego. Jest też kilka parkingów dla samochodów, ale zdecydowanie polecam zignorować zachęcających do zatrzymania parkingowych i jechać do ostatniego, położonego przy samych kasach biletowych – tam gdzie zatrzymują się busy. Poza tym, że jest z niego najbliżej, to jest on jeszcze najtańszy. Za postój zapłacimy 10 zł. Na tych wcześniejszych za przyjemność wydłużenia trasy o dodatkowy kilometr zapłacimy drugie tyle, więc to średni interes.

Z parkingu do Schroniska jest ok. 7,5 km – na wędrówkę musimy więc przeznaczyć około dwóch godzin. Droga jest dość przyjemna i łatwa. Początkowo idzie się po asfalcie, a mniej więcej od połowy zaczynają się drobne kamyki. Wzdłuż trasy płynie potok i rozciągają się piękne widoki.

Stado krokusów w Tatrach.

O której i w jaki dzień się wybrać?

Jeżeli tylko macie taką możliwość, to ogromnie polecam polować na krokusy w tygodniu, gdyż jest wtedy zdecydowanie mniej ludzi. Podobno w słoneczne weekendy dolinę odwiedza nawet kilkanaście tysięcy osób. My
planowaliśmy pojechać w czwartek, jednak prognoza nie była zbyt optymistyczna i zdecydowaliśmy się na wyjazd w środę, co okazało się dobrą decyzją – już po południu zaczęło się robić pochmurno.

Z Krakowa wyjechaliśmy kilka minut po godzinie piątej, na miejscu byliśmy przed siódmą. Parking był niemalże pusty, a na szlaku byliśmy jednymi z nielicznych turystów. Już przy samym wejściu przywitały nas malutkie, oszronione krokusy. Początkowo było ich niewiele, ale z każdym kilometrem zaczynały się ukazywać coraz to większe grupy kwiatów. W związku z tym, że na szlaku było niewiele osób, to bez problemu mogliśmy robić zdjęcia bez tłumów. Dzięki porannemu wejściu byliśmy także obserwatorami pierwszych promieni słońca wpadających do doliny. Ten wspaniały widok z nawiązką wynagrodził konieczność porannego zwleczenia się z łóżka.

Pierwszy promień porannego słońca wpadający do Doliny Chochołowskiej.

Poranne widoki wschodzącego słońca w Dolinie Chochołowskiej.

Poranna droga do polany Chochołowskiej zalanej krokusami.

Co do temperatury, to początkowo było dość chłodno około zera, ale przy powrocie trzeba było już zdejmować kurtki. Na całej trasie było kilka miejsc, gdzie był jeszcze lód, jednak bez żadnego problemu można było przejść.

Sama polana jest zabezpieczona przed niesfornymi turystami specjalnymi taśmami, które mają zapobiegać niszczeniu i deptaniu krokusów. Podobno w weekendy są też wolontariusze, którzy pilnują, żeby nikt ich nie przekraczał, i nie niszczył tych ściśle chronionych roślin. Widok kwiatów kwitnących w takich ilościach jest niezwykły i zdecydowanie wart zobaczenia! Gdy zaczynają one otwierać swoje kielichy, to fioletowy kolor nabiera na intensywności, co sprawia niesamowite wrażenie.

Zaczęliśmy schodzić koło jedenastej i wtedy też zaczęło napływać coraz więcej osób. Na szlaku nie było już tak pusto jak rano, momentami zaczęły robić się tłumy- mimo że był to środek tygodnia. Wolę nie myśleć, co dzieje się w weekendy.

Taśmy odgradzające krokusy od ludzi w Dolinie Chochołowskiej - ani kroku(s) dalej !

Gromada krokusów rosnąca na tle Tatr.

Kalatówki i Hala Kondratowa

Z tego co słyszeliśmy to kolejnymi miejscami, w których można podziwiać piękne krokusy są też Kalatówki i Hala Kondratowa. W związku z tym, że słońce z powodu nachylenia stoku pada tam później niż w Dolinie Chochołowskiej, kielichy kwiatów nie rozchylają się tak wcześnie. Po zejściu zdecydowaliśmy się pojechać jeszcze tam. Teraz niestety nie można dojechać już samochodem pod same Kuźnice i najbliższy parking jest ok. 1,5km od szlaku (koszt 10-20 zł, w zależności od miejsca). Dlatego dobrą opcją wydaje mi się zostawienie samochodu w centrum Zakopanego i dojechanie busem, albo przejście pieszo (ok. 25- 30 min).

W tym roku niestety było dość chłodno, w związku z czym krokusów na Kalatówkach było dość niewiele, a Hala Kondratowa była jeszcze cała w śniegu.

Hala Kondratowana zasypana przez śnieg w kwietniu.

Podsumowanie

Ogromnie polecam wybrać się na wycieczkę w poszukiwaniu tych rajskich kwiatów, gdyż widok małych, fioletowych kwiatków w tak dużych ilościach jest niebywały. Wyprawę zdecydowanie lepiej jest zorganizować w środku tygodnia i w godzinach porannych.

Polana Chochołowska cała w krokusach i widok na Tatry.