Witajcie Kochani,

długo mnie tu nie było, ale postaram się od teraz wrzucać posty bardziej regularnie. Niedawno zobaczyłam u @Jelenki na Instagramie konkurs ,,Moja miejska dżungla”. To właśnie zainspirowało mnie do napisania tego posta 🙂

Kilka lat temu przeprowadziłam się z małego miasteczka do dużej aglomeracji. Pamiętam, jak nie mogłam się doczekać, aż będę mogła zamówić pizzę z dowozem do domu – u mnie najbliższa pizzeria była oddalona o ponad 10 km i trzeba było się do niej pofatygować osobiście 😛 Na samą myśl o wielkim mieście czułam ekscytację. Miasto bez wątpienia daje ogrom możliwości – mnóstwo atrakcji, ciekawych miejsc, lokali, no i oczywiście pracę.

Rzeczywistość

Wiedziałam, że w mieście żyje się dużo szybciej, ale nie myślałam, że aż tak. Po przeprowadzce zobaczyłam ludzi, którzy dosłownie biegają po ulicach – próbując dogonić tramwaje, autobusy, zdążyć na spotkania. Nierzadko z kawą czy kanapką w ręku, które z dużą dozą prawdopodobieństwa stanowiły jedyny posiłek tego ranka. Na początku dziwiło mnie to i zastanawiałam się, dokąd oni się tak spieszą. Jednak po jakimś czasie sama zaczęłam wpadać w ten rytm. Nie miałam czasu praktycznie na nic. Wszystkiemu towarzyszył pośpiech. Zauważyłam, że zachowuję się jak maszyna, jakiś robot. Bardzo często nie zastanawiałam się, czy to co robię ma sens.

Marzyłam o tym, aby pracować w dużej korporacji, przecież większość znajomych też do tego dążyło. Zapisałam się na siłownię – to jest modne, wszyscy chodzą, to i ja muszę. Założenie rodziny? Później, najpierw skupię się na karierze. I tak dalej, i tak dalej. Bez refleksji podążałam za tym, co robią inni, bo wydawało mi się, że tak trzeba. Zaczęłam udawać kogoś, kim zupełnie nie byłam. Na początku nie zdawałam sobie z tego sprawy – myślałam, że po prostu dojrzewam, zaczynam mieć inne priorytety i to jest normalne. Owszem, byłoby, gdybym nie zaczęła męczyć się sama ze sobą. Nie podobało mi się to, kim zaczynałam być. Uświadomiłam sobie, że muszę zmienić swoje nastawienie, zacząć słuchać siebie i robić to, czego naprawdę pragnę.

Rachunek sumienia

Nie chcę rzecz jasna demonizować pracy w korpo – jeżeli jesteś spełniony w tym miejscu, w którym się znajdujesz, to znaczy, że jest to Twoja droga! 😉 W mieście również da się być szczęśliwym i spotkać wspaniałe osoby. Niektórzy lubią, kiedy wokół nich dużo się dzieje i żyjąc takim tempem, czują się jak ryba w wodzie. Każdy z nas jest inny, każdy preferuje inny styl życia. Trzeba tylko (albo aż) uświadomić sobie, jaki bieg życia najbardziej nam odpowiada. Jednak nawet żyjąc w zawrotnym tempie, należy chociaż raz na jakiś czas zwolnić. Dzięki temu mamy szansę zrewidowania czy to, co robimy jest tym, czego chcemy.

Usiądź i pomyśl czy to, jak się zachowujesz i kim się stajesz, jest zgodne z Twoją naturą. Jestem zdania, że należy czerpać z życia jak najwięcej. Spróbować wielu rzeczy. Spełniać marzenia. Jednak nie można zapominać, aby cały czas być sobą.

Cudownego weekendu!